Rok Jubileuszowy sprzyja pielgrzymkom do Wiecznego Miasta. Pewnie i wśród naszych Czytelników są tacy, którzy odwiedzają Rzym w tym roku.
Kiedy planuje się taką podróż i wybiera miejsca z pinezką „trzeba zobaczyć”, pada hasło: Piazze (czyli z włoskiego: place).
Jednym z najpiękniejszych rzymskich placów jest słynna Navona. To właśnie tam, w kwietniu 2014 roku duża grupa Polaków uczestniczyła w kanonizacji św. Jana Pawła II. Plac Navona przede wszystkim jednak kojarzy się z kolejną „bohaterką” naszego cyklu, jedną ze świętych najbardziej czczonych w starożytności chrześcijańskiej, czyli ze św. Agnieszką. Według przekazów zginęła właśnie tam… w miejscu, gdzie dziś możemy podziwiać słynną Fontannę Czterech Rzek. Warto wiedzieć, że pod barokowym placem ukryte są pozostałości stadionu, na którym dawniej urządzano igrzyska. Nasza święta poniosła śmierć męczeńską ok. 305 roku prawdopodobnie przy Drodze Nomentańskiej. Przy tej drodze zbudowany był stadion. Jednak grób Agnieszki znajduje się poza Murami Rzymu.
Imię, które nosi ta młodziutka męczennica wymownie podkreśla jej historię i cechy. Pochodziła z zamożnej rodziny rzymskiej, była bardzo piękna i wykształcona. O jej rękę starał się syn prefekta miasta, a gdy spotkała go stanowcza odmowa, domyślił się, że dziewczyna jest chrześcijanką i złożyła ślub czystości. Mimo tortur i prób zniszczenia dziewictwa przez oddanie do domu publicznego, czy wystawienie nagiej na widok wszystkich, niewinności Agnieszki nie udało się zniszczyć ani zbezcześcić. Z Bożą pomocą obroniła swą wiarę i pozostała czysta... jak baranek, który stał się potem symbolem świętej. Nawet jej imię oznacza właśnie „baranek”. Nie znamy dokładnej daty śmierci, nie ma też pewności,
czy zginęła w płomieniach, czy ostatecznie została ścięta mieczem. Jednak cześć, oddawana dwunastoletniej męczennicy była i jest w Kościele wciąż żywa.
W Rzymie po dziś dzień istnieje ciekawa tradycja, związana z naszą świętą. Wprawdzie znaczenie (początkowo prawdopodobnie forma „czynszu” w ramach lenna zakonnego) i forma tego zwyczaju zostały nieco zmienione, ale istota przetrwała. W przeddzień wspomnienia św. Agnieszki pod opiekę sióstr w jednym z rzymskich domów zakonnych trafiają dwa jagniątka. Kiedyś pochodziły one z hodowli trapistów. Dziś już tej hodowli nie ma, ale wciąż dwa baranki wędrują do sióstr, które je myją, karmią, pięknie ozdabiają (o tym dokładniej za chwilę) i następnego dnia przekazują do kościoła pod jej wezwaniem – Bazylika za Murami, miejsce pochówku świętej. Tam jagniątka są błogosławione (kiedyś przez samego papieża, dziś przez przedstawiciela Watykanu), a potem odsyłane do innych sióstr na Zatybrze. Po kilku miesiącach,
w Wielkim Tygodniu baranki zostają ostrzyżone, a wełna z nich wplatana jest w paliusze, które Ojciec Święty przekazuje nowym arcybiskupom. Paliusz to wełniany biały pas z sześcioma czarnymi krzyżami, noszony na ramionach i zwisający na piersi.
Piękny zwyczaj związany ze „świętą od baranka”...
Warto jeszcze dodać, że siostry nazaretanki, które przygotowują jagniątka, ozdabiają jedno z nich (także koszyk,
w którym jest umieszczone) czerwonymi różami – symbol męczeństwa, drugie zaś różami białymi – symbol dziewictwa. Wymowne są także napisy: S.A.M. oraz S.A.V. (skróty od: Sant’ Agnese Martire i Sant’ Agnese Vergine, czyli: Święta Agnieszka Męczennica / Dziewica).
W kontekście naszego cyklu wymowny jest także ostatni szczegół całej uroczystości. Otóż po błogosławieństwie podczas Mszy świętej, zwierzątka zostają przewiezione do sióstr benedyktynek z Bazyliki… św. Cecylii na Zatybrzu. Można by więc powiedzieć, że Agnieszka „podprowadza” nas do świętej, którą wśród kobiet z Kanonu Rzymskiego poznamy bliżej jako ostatnią. Jednak o patronce tych, którzy zajmują się muzyką kościelną, czyli o Cecylii, opowiemy w kolejnym, ostatnim już artykule „Słabej płci”.
Małgorzata Sar