W pierwszej części „Słabej płci” wspomniałam o pewnym znanym biskupie, który pomógł mi zgłębić historię św. Perpetui
i Felicyty. Dzięki temu samemu biskupowi poznałam bliżej i… zakochałam się w św. Cecylii. Stało się to dokładnie dziesięć lat temu, gdy 22 listopada 2015 r. wysłuchałam homilii podczas Spotkania „Łagiewnicka 22”. To nagranie do dziś znajduje się na kanale You Tube – zainteresowanym bardzo polecam. Zbliżając się do końca podążania „gazetkowym szlakiem”
kobiet z Kanonu Rzymskiego, dziś zatrzymajmy się dziś przy świętej, której wspomnienie będziemy obchodzić już
w najbliższą sobotę.
Cecylia… patronka chórzystów, lutników, muzyków, organistów, zespołów wokalno-muzycznych – czyli tych wszystkich, którzy posługują grą na instrumentach lub śpiewem. Nie znamy zbyt wielu faktów z jej życia, mimo że w starożytności była jedną z najbardziej czczonych świętych. Czemu więc, skoro tak znana, nie istnieje więcej informacji historycznych
o Cecylii? Kiedyś nie przywiązywano aż tak wielkiej wagi do chronologii czy biografii, dlatego zdarza się, że fakty trudno odróżnić od legendy. Jednak z pewnością życie Cecylii, a szczególnie jej męczeńska śmierć pozostawiły głęboki ślad
w sercach. Ślad, który potem przekazywany był kolejnym pokoleniom. Zresztą… po wielu wiekach święta „przypomniała”
o sobie w niezwykły sposób.
Cecylia prawdopodobnie urodziła się w bogatej rzymskiej rodzinie na początku III wieku. Pokochała Chrystusa i złożyła ślub czystości, mimo że rodzice ofiarowali jej rękę zamożnemu poganinowi. Dzięki swej przyszłej żonie Walerian również nawrócił się na chrześcijaństwo, nawet więcej – przyprowadził do wiary swojego brata. Istnieje przekaz, że ochrzcił ich papież, Urban I. Niebawem wybuchły prześladowania. Jako chrześcijanie wszyscy troje zostali aresztowani i skazani na śmierć. Cecylia, choć bardzo delikatna, piękna i kobieca, okazała się mieć serce „mężnej niewiasty”. Ponoć dzięki jej świadectwu nawróciło się czterystu żołnierzy, którzy wcześniej błagali ją, aby wyrzekła się Chrystusa. Również sędziego mogła zadziwić wytrwałością i wiernością, choć skazaniem na tortury próbował zmusić Cecylię do porzucenia wiary. Została zawieszona nad ogniem w łaźni i była duszona parą. Wśród przekazów można znaleźć taki, że święta odczuwała ten ukrop jako orzeźwiający powiew wiatru. Kiedy taki sposób kaźni nie przyniósł oczekiwanego rezultatu, kazano Cecylię ściąć mieczem. Jednak i to nie od razu dopełniło cierpień. Kat, pomimo trzykrotnej próby uderzenia, nie zabił jej, a tylko otworzył ranę. Umierała długo… być może nawet trzy dni. Chrześcijanie podobno zbierali krew młodziutkiej męczennicy jako najcenniejszą relikwię. Po śmierci pochowano ją w katakumbach św. Kaliksta, tuż obok tzw. „Krypty Papieży”.
W IX wieku papież polecił przenieść ciało na Zatybrze, do bazyliki zbudowanej na miejscu domu, w którym święta mieszkała. Kiedy odkryto grób w katakumbach, okazało się, że ciało pozostało w nienaruszonym stanie. Sześć stuleci nie odcisnęło swojego „piętna”. To jednak nie koniec. Po następnych 750 latach, w roku 1599 podczas przebudowy świątyni, znaleziono nietknięte zwłoki Cecylii. Uwiecznił to w rzeźbie młody artysta – Stefano Maderna. Cecylia po uderzeniach mieczem miała podcięte struny głosowe. Nie mogła już ani śpiewać, ani mówić, ani nawet szeptać. Jednak jej ogromna miłość do Chrystusa potrafiła znaleźć drogę tam, gdzie nie było nawet ścieżki… Umierając, swoim ciałem
do końca, a nawet poza kres, wyznawała wiarę. Poza kres, bo o tym świadczy pozycja ciała po śmierci. Tak ją
odnaleziono i zachowano w rzeźbie. Podcięta szyja, na głowie szmata, jednak palce dłoni… delikatnych, subtelnych dłoni… ułożone bardzo wymownie: w lewej wyciągnięty jeden palec (wskazujący), a w prawej trzy. Credo in unum Deum in tribus Personis – „Wierzę w jednego Boga w trzech Osobach”.
Daj Boże, aby nasze dłonie były tak pięknym „krajobrazem serca” jak dłonie świętej Cecylii. Aby wyznawały wiarę… składane do modlitwy, wyciągane do zgody, niosące pomoc ludziom. Aby palce, stukające w klawiaturę albo trzymające długopis, przekazywały dobre słowa, życzliwość i prawdę. Abyśmy potrafili być narzędziem w rękach samego Boga.
Kilka tygodni temu zapowiadałam, że siódmy artykuł „Słabej płci” (dotyczący Cecylii) będzie ostatnią częścią całości.
Mam jednak nadzieję, że nasi Czytelnicy zgodzą się za jakiś czas przyjąć jeszcze jeden, podsumowujący cały cykl, tekst.
A dziś i w najbliższych dniach niech towarzyszy nam w sercach „melodia” świętej, która muzyce patronuje.
Małgorzata Sar