NADZIEJA ŻYCIA WIECZNEGO

„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11 ,25).

Ostatni miesiąc roku liturgicznego to czas, kiedy częściej niż zwykle myślę o tych, którzy odeszli. Wspominam bliskich, których już nie ma obok mnie — ich głosy, uśmiechy, gesty, wspólne rozmowy. Czasem ta tęsknota boli, zwłaszcza gdy przychodzi cisza, a wspomnienia stają się zbyt wyraźne. Ale w tej tęsknocie jest też coś niezwykłego — nadzieja. Nadzieja, że śmierć nie jest końcem, że to nie ostatnie słowo w historii człowieka.

Wierzę, że śmierć jest przejściem. Drzwiami do życia, które się nie kończy. Do Domu Ojca, w którym już nie ma bólu,
łez ani rozstania. Kiedy o tym myślę, serce staje się spokojniejsze. Bo przecież Jezus sam przeszedł przez bramę śmierci,
by pokazać nam, że za nią czeka życie – prawdziwe, wieczne, pełne światła.

Tęsknię za tymi, którzy byli dla mnie ważni, ale wiem, że oni żyją – tylko po drugiej stronie. I wierzę, że kiedyś znowu się spotkamy. Ta wiara daje sens każdej modlitwie za zmarłych, każdemu zniczowi zapalonemu na grobie, każdej chwili zadumy. Bo to wszystko jest wyrazem miłości, która nie kończy się wraz z odejściem człowieka.

Patrząc na światła na cmentarzach, mam w sercu przekonanie, że te tysiące płomyków są znakiem nadziei – że życie trwa, że święci i ci, których kochaliśmy, są już blisko Boga, że patrzą na nas z perspektywy nieba. I że my także jesteśmy
w drodze.

Listopad uczy mnie, że chrześcijańska nadzieja to nie złudzenie, ale pewność: że Bóg jest wierny swoim obietnicom.
On przygotował dla nas miejsce, gdzie znów się spotkamy. A do tego czasu pozostaje nam ufać, kochać i modlić się
– z wdzięcznością i spokojem w sercu...



Sara

do góry