NAJCENNIEJSZY SKARB

Minął listopad.

Ufam, że wraz z nim często wkradający się do naszej duszy smutek i rozgoryczenie. Jesienna pora niepostrzeżenie
odbiera nam niekiedy radość i często zamykamy się na łaskę Bożą.

Codziennie są nowe powody do zamartwiania się, nie mówiąc o tym, że nawet jak ich nie ma, zawsze sobie jakieś znajdziemy. To one zabierają nam radość i nie pozwalają skupić się na tym, co dobre, co zsyła nam Bóg.

Skąd więc bierze się szczęście i radość w człowieku? Wydaje się, że jest to pytanie pozornie proste, ale jednocześnie bardzo trudne. Bo dla każdego z nas szczęście jest zupełnie czymś innym. W perspektywie wiary wszystkie radości tego świata są niczym, wobec tego, co może być naszą nagrodą w niebie. „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9).

Najgłębsza i najprawdziwsza radość w człowieku bierze się z przekonania, że pełnimy wolę Bożą, że wypełniamy Boży plan.

Pełnienie woli Bożej to po prostu miłość, bycie dla Boga i dla innych. Kocham, kiedy służę innym.

Jakże często jednak uważamy, że sami zapewnimy sobie szczęście. I dopiero kiedy doświadczamy własnej bezradności zwracamy się do Boga. Bo właśnie te chwile, kiedy czujemy się najbardziej bezradni, osamotnieni i zagubieni, są dla nas szansą, aby w Bogu szukać oparcia, siły i nadziei. Zatem lepiej zaufać Jemu niż sobie.

Często nie zdajemy sobie sprawy, ile dobrego możemy zrobić dając komuś siebie. Swój czas. Swoją uwagę,
miłość i nadzieję. Jaki to wszystko ma potencjał. Potencjał szczęścia. Dzień dzisiejszy jest darem, którego nie możemy zmarnować. Jest czasem na miłość, przyjaźń, życzliwość i wdzięczność, które możemy okazywać przez całą resztę naszego życia.

Nigdy nie doznamy zawodu dziękując Bogu za wszystko co nas spotyka! Lubię wracać do słów św. Tereski: „Sekret szczęścia polega na tym, aby wszystko, co Bóg nam zsyła, ocenić jako wspaniałe”.

We współczesnym świecie, który się chwieje, człowiek stracił oparcie, trwały punkt odniesienia, jakim jest własne, dobrze uformowane sumienie. Możemy jednak znaleźć stałość i oparcie w maleńkim, kołysanym pełną czułością i miłością Dzieciątku - Jezusie. I o tym mówi fragment wiersza „Zimowa kolęda” karmelitanki, siostry Renaty:

„Świat stary zaś cały się chwieje
Wraz z ludźmi co zmienni jak trawa
I tylko ten Bóg co w kołysce
Stałą miłością nas zbawia”.

Pan Bóg kocha nas od zawsze i cały czas towarzyszy człowiekowi. Jest przy nim i czuwa. Przede wszystkim czyni to
z miłości do każdego z nas.

Rozpoczynający się Nowy Rok liturgiczny, czas Adwentu - oczekiwania - jest dobrym czasem, aby zadać sobie pytanie:
na ile ja sprawiam, że mój Kościół staje się coraz bardziej Chrystusowy?

Warto w tym czasie sobie uświadomić, że oczekiwanie nie polega na bezczynności. Budując Królestwo Boże tu, na ziemi, jeszcze bardziej możemy przybliżyć się do zbawienia, do spotkania z wieczną Miłością. Idąc przez życie każdy z nas toczy wielką bitwę o pozostanie przyjacielem Jezusa.

Mieszkanie z Jezusem w niebie powinno być dla nas najcenniejszym skarbem oraz celem naszego życia. Mamy wędrować
z Jezusem po drodze, która prowadzi do nieba. Myśl o spotkaniu z Bogiem po śmierci pomoże nam jak najlepiej wykorzystać życie: dobre czyny będą naszym kapitałem na niebo. Rozpoczynający się czas Adwentu jest świetną okazją do tego, aby na nowo rozbudzić i wzmocnić naszą wiarę.



Ela

do góry