„ISKIERKI…”

– przemknęło mi przez myśl w pewną niezwykle mroźną sobotę, kiedy szłam ulicą przed świtem, wśród wszechobecnej ciszy „poranka dnia wolnego”. Szłam i podziwiałam roziskrzone płatki śniegu, układające się w biały dywan. Jedna śnieżynka podobna była do drugiej, ale kiedy spojrzałoby się z bliska… z bardzo bliska… można by zauważyć niepowtarzalne piękno każdej z nich. Ta refleksja w połączeniu z zimową aurą i obrazem nieodległej górki saneczkowej, przywołała w mojej pamięci oczy małych dzieci. Oczy, w które ostatnio często dane mi jest się wpatrywać.

Minęło kilka miesięcy odkąd zaczęłam pracę w przedszkolu. Mogę śmiało powiedzieć, że Duch Święty ma fantazję, bo po wielu latach katechizacji w liceum (w którym nadal uczę) Pan Bóg postawił przede mną także nowe zadanie, jakim jest prowadzenie zajęć z religii dla przedszkolaków.

Wszyscy wiemy, że obecny rok szkolny stanowi bardzo trudny czas dla katechezy i katechetów. Odczuliśmy to już
pod koniec wakacji, gdy piętrzyły się pytania o pracę, etaty, a także o zwolnienia. Wtedy właśnie dostałam propozycję katechezy dla najmłodszych… Muszę przyznać, że pojawiły się w sercu pytania: „Czy dam radę? Czy będę potrafiła wszystko „pogodzić” – nie tylko logistycznie, ale też metodologicznie i merytorycznie, „przeskakując” kilka razy
w tygodniu od maluchów do maturzystów? Czy możliwe, że przedszkole to miejsce, gdzie „chce mnie Pan Bóg”?”

Odpowiedź na moje pytania przyszła z samego „źródła”. W dniu, kiedy musiałam podjąć decyzję, podczas Antyfony przed Ewangelią usłyszałam werset: „Jezus Chrystus, będąc bogatym, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9). Początkowo odbierałam te słowa w kontekście mojej wieloletniej pracy i doświadczenia, całego tego bogactwa, które ma „uklęknąć” przed kilkunastominutowymi spotkaniami z małymi dziećmi. Dziś jednak widzę tę Bożą wskazówkę o wiele głębiej, z wektorem skierowanym w drugą stronę. Dostrzegam coraz wyraźniej, że to „was”
w cytowanym fragmencie dotyczy… mnie samej.

To Pan Jezus siada ze mną na dywanie, wita radośnie w progu sali przedszkolnej, śpiewa piosenki i bierze kredki do ręki. To ON, obecny w uśmiechu i łzach najmniejszych, w przejrzystości ich oczu, w prostocie, a zarazem niezwykłej głębi słów
i pojmowania świata, ubogaca mnie. To ja otrzymuję… ciepło, naukę autentyczności, poczucie wagi Spraw Naprawdę Ważnych. Otrzymuję też niespodziewane, bardzo mądre pytania, poruszające serce i zmuszające do refleksji. To wszystko ubogaca mnie, a także moich „nieco większych”, bo prawie dorosłych uczniów w liceum. Ubogaca i uczy… jak być Człowiekiem.



Małgorzata Sar

do góry