Zdarza się, że robimy wszystko „jak trzeba”, a jednak w środku coś nie gra. Zmieniamy zachowanie, poprawiamy
decyzje, a serce zostaje takie samo.
Jezus w Ewangelii rzadko zaczyna od mówienia ludziom, co mają robić. Najpierw dotyka tego, jak myślą, w co wierzą, czego się boją i na czym opierają swoje życie.
Metanoia to moment, w którym człowiek pozwala Bogu zajrzeć pod powierzchnię.
W Biblii metanoia nie oznacza jedynie nawrócenia jako żalu za grzechy ani chwilowej poprawy. To głęboka przemiana sposobu myślenia, spojrzenia na Boga, na siebie i na świat. To proces, który zaczyna się w umyśle i stopniowo przenika serce. Oznacza zgodę na to, by Bóg zakwestionował nasze dotychczasowe schematy: sposób patrzenia na siebie,
na innych, na sens cierpienia i nadziei.
Człowiek często chce się nawrócić, zachowując stare mapy. Tymczasem Ewangelia zaprasza do czegoś więcej
- do pozwolenia, by Bóg narysował drogę na nowo.
Metanoia boli, bo wymaga prawdy. Ale jest też wyzwalająca, bo prowadzi do życia, które nie opiera się już tylko
na naszych siłach. Człowiek nawrócony to nie ten, który już nie upada, ale ten, który pozwala Bogu zmieniać swoje wnętrze.
Wielki Post zaprasza, byśmy nie zaczynali od pytania: „co mam zrobić?”, ale: „jak myślę i czy to myślenie prowadzi mnie
do życia?”. Metanoia rodzi się w ciszy, w słuchaniu Słowa, w zgodzie na prawdę o sobie. Nawrócenie to pójście
głębiej - ku Temu, który zna serce.
Panie, ucz mnie myśleć Twoimi myślami.
Przemień moje serce, zanim przemienisz moje czyny. Amen.
ws