NAJCENNIEJSZE PERŁY

Wśród rozważań wielkanocnego czasu, często zatrzymuję się na jednej ewangelicznej, bardzo mi bliskiej, scenie.

Maria Magdalena przy grobie Jezusa (cały tekst: J 20, 11-18). W tym fragmencie Ewangelii św. Jan zapisał rozmowę
ze Zmartwychwstałym, która według mnie jest chyba najczulszym dialogiem w Piśmie Świętym. Gdy go czytam, zawsze robi na mnie wielkie wrażenie. Może ta krótka refleksja biblijna także Ciebie, drogi Czytelniku, skłoni do modlitwy Słowem Bożym, do której z całego serca zachęcam.

Kiedy wyobrażam sobie Marię Magdalenie przy grobie, myślę o jej łzach. Uczniowie, których właśnie ona powiadomiła,
że Ciało Mistrza zniknęło, po obejrzeniu płócien, raczej nie wyjaśnili jej, co być może zaszło. Nie wytłumaczył tego ani Piotr, ani Jan, choć sam – jak pisze potem o sobie: „Ujrzał i uwierzył”. Może bali się mówić głośno to, co zaczynało docierać do ich serc? Może „po męsku” chcieli wszystko przedyskutować? A jednak porusza bardzo treść Ewangelii, w której czytamy, że po doświadczeniu pustego grobu, Apostołowie tak po prostu… „powrócili znowu do siebie” (J 20, 1). Ona, Maria, została. Płakała… Czy także czekała?

Nie wiemy dokładnie, co działo w sercu Magdaleny, kiedy stała przy wejściu do grobu. Nie wiemy, czy płakała z żalu, niepewności, a może raczej z bezsilności. Jednak to, co mocno wyczuwa się z całej perykopy, ukazuje jej ogromną tęsknotę za ukochanym Mistrzem. Nie pobiegła za Apostołami, aby prowadzić wraz z nimi analizę tego, co zobaczyli. Nie rozkładała sytuacji na czynniki pierwsze. Nie szukała winnych zniknięcia Pana. Nawet nie próbowała obejść ogrodu, żeby poszukać Ciała. Stała i płakała. I była tak zaangażowana – całą sobą, że podczas rozmowy z Jezusem, kiedy myślała jeszcze, że to ogrodnik, niezbyt racjonalnie powiedziała: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś,
a ja Go wezmę” (J 20, 15). Ona, może nawet drobnej budowy, kobieta miałaby sama przenieść ciało Jezusa, który był przecież wysokim, postawnym mężczyzną? Takie rzeczy podpowiada jedynie logika miłości…

Czy przestała płakać, kiedy usłyszała jedno, jakże pięknie brzmiące w ustach Zmartwychwstałego, słowo: „Mario!”? Nawet jeśli wybuchła jeszcze większym płaczem, to już nie były łzy bezsilności czy smutku, ale ogromnego wzruszenia. Najcenniejsze perły, które narodziły się z ogromnej tęsknoty. Odnalazła swój Skarb, a raczej Skarb odnalazł ją. W jednej chwili wyjaśniło się wszystko. Miłość… wszystko wyjaśniła. I Miłość pokazała, że jeśli coś naprawdę się zaczyna, nigdy się nie kończy.


Małgorzata Sar

do góry