Był rok 1531… Niecałe cztery dekady wcześniej Krzysztof Kolumb odkrył Amerykę, a dwadzieścia siedem lat po tym odkryciu Hiszpanie przybyli do Meksyku. To oni zaszczepili wśród autochtonów wiarę chrześcijańską. Przyjęci zostali dość przychylnie, a nawet z szacunkiem i bojaźnią, choć nie było to przecież oczywiste. Jednak ich przybycie zbiegło się
w czasie z oczekiwaniem przez Indian na pojawienie się najważniejszego bóstwa w ich panteonie. Więcej – zejście
na ląd Hernána Cortésa, „zdobywcy” Meksyku dokonało się dokładnie w dniu, który zapowiadał aztecki kalendarz.
Był to 22 kwietnia… Wielki Piątek 1519 roku.
W tamtej epoce Aztekowie na ziemi meksykańskiej czcili wielu bożków. Bardzo rozpowszechnione były też ofiary z ludzi. Miało to zapewnić przychylność bóstw oraz odpowiednią pogodę w stosownym czasie. Praktykom sprzeciwiali się przybywający Europejczycy – chrześcijanie. Po zdobyciu stolicy Azteków, zaczęli oni burzyć posągi bożków, a zamiast
tego w świątyniach pojawiły się krzyże i wizerunki Matki Bożej. Mimo początkowego przychylnego przyjęcia, nawróceń nie było aż tyle, jak Hiszpanie się spodziewali. Dlatego za zgodą króla Karola V do przybyłych dołączyli z Europy franciszkanie, którzy mieli pomóc w ewangelizacji. Początkowo była to grupa dwunastu zakonników. Dotarli oni do Meksyku
w 1524 roku.
Niedługo potem chrzest przyjął prosty Indianin, o którym historia pamięta do dziś. Na chrzcie otrzymał imię Juan Diego, zaś rodzime – Cuauhtlatoatzin – znaczy „Mówiący Orzeł”. Jego żona, Maria Łucja również została ochrzczona.
Byli jednymi z pierwszych nawróconych Azteków.
Juan Diego należał do bardzo biednej, ale też licznej społeczności. Zajmował się pracą na roli i wyrabianiem mat.
W 1529 roku, w wieku czterdzieści dziewięciu lat, został wdowcem. Choć mieszkał ok. 15 km od miasta Meksyk, codziennie udawał się do miasta, aby uczestniczyć we Mszy świętej.
Podobnie było też 9 grudnia 1531 roku, kiedy to Juan Diego w sobotni dzień przed Wschodem Słońca wyruszył z domu do kościoła. To, czego doświadczył po drodze, stało się początkiem nowej, niezwykle ważnej karty w jego życiu. Nadało też nowy charakter chrześcijaństwu na ziemi meksykańskiej, w całej Ameryce, a nawet na świecie. Co dokładnie wydarzyło się na wzgórzu Tepeyac prawie pięćset lat temu? O tym dowiemy się już w kolejnej części cyklu „Nie ręką ludzką…”
Małgorzata Sar