ECHO ZMARTWYCHWSTANIA

Między Pustym Grobem a Wieczernikiem pełnym ognia rozciąga się droga serca. I chyba najbardziej niebezpiecznym momentem wiary nie jest grzech, upadek, zwątpienie. Najbardziej niebezpieczny moment zaczyna się wtedy, gdy człowiek urządzi się w połowie drogi.

Gdy już nie żyje naprawdę, ale jeszcze wygląda porządnie. Gdy serce przestaje płonąć, lecz wszystko na zewnątrz nadal działa.

To właśnie tam najciszej wchodzi śmierć. Jako przyzwyczajenie. Jako chłód nazwany rozsądkiem. Jako cynizm przebrany za dojrzałość. Jako życie, w którym nic wielkiego się nie psuje, bo nic wielkiego już się nie rodzi.

Dlatego Zmartwychwstanie jest trochę… niewygodne. Bo Chrystus nie wraca po to, żeby poprawić nam nastrój religijny. Nie wychodzi z grobu, by stać się dekoracją wiosny, tradycją, wzruszeniem raz do roku.

Wraca, by zakwestionować wszystko, co w nas już pogrzebane, choć nadal oddycha. Wraca do ludzi zamkniętych.
Do uczniów, którzy nauczyli się żyć bez nadziei w zaledwie kilka dni. Do serc, które szybko przyzwyczaiły się do myśli:
„tak już będzie”.

I mówi: „Pokój wam”.

Jakże dziwne słowo… Bo pokój Boga rzadko przychodzi jako komfort.

Czasem przychodzi jako pęknięcie kłamstwa. Jako koniec udawania. Jako chwila, w której przestaje smakować to, czym karmiliśmy się latami. Jako niezgoda na życie mniejsze, niż zostaliśmy stworzeni. Niektórym wydaje się, że pokój to brak konfliktu, ale często brak konfliktu bywa tylko dobrze utrzymanym cmentarzem.

Można latami z nikim się nie spierać i od dawna nie mówić prawdy.

Można nikogo nie ranić słowem, bo już z nikim nie jest się blisko.

Można mieć święty spokój za cenę martwego serca.

Dlatego Duch Święty nie przychodzi, by konserwować nasze układy. Przychodzi jak ogień. A ogień nie pyta, czy może zostać wpuszczony do elegancko urządzonego wnętrza. Ogień ujawnia, co jest żywe, a co tylko suche. Co jest prawdziwe, a co skrzętnie lakierowane.

I dlatego tak wielu bardziej boi się Ducha Świętego niż przyznaje. Bo prosimy o pocieszenie, a On przynosi prawdę. Prosimy o spokój, a On odbiera to, co było tylko znieczuleniem. Prosimy o światło, a światło nigdy nie pada wyłącznie na to, co piękne.

Między Wielkanocą a Uroczystością Zesłania Ducha Świętego Kościół prowadzi nas przez czas dojrzewania. Nie emocji. Nie nastroju. Dojrzewania sumienia.

Dary Ducha nie są ozdobą pobożnych ludzi. Są narzędziami ratunku dla człowieka, który bez Boga zaczyna mylić wszystko.

Jezus Zmartwychwstały nie przestaje mówić: „Pokój wam”. Może właśnie dlatego echo Zmartwychwstania nie brzmi jak fanfary, a bardziej jak pytanie, którego nie da się zagłuszyć: „Co w Tobie jeszcze żyje naprawdę?”


ws

do góry