DROGA DO DOMU

Wniebowstąpienie Pańskie zawsze skłania mnie do refleksji nad niebem. Nad tym, że Jezus z ziemi wrócił do Ojca,
ale zanim odszedł, zostawił nam niezwykłą obietnicę – że idzie przygotować nam miejsce.

To piękne i poruszające.

Bo oznacza, że niebo nie jest czymś obcym i dalekim. Jest Domem, w którym Ktoś na nas czeka. Jezus nie odszedł
po to, by nas zostawić, ale po to, by przygotować miejsce dla każdego z nas. Ta myśl daje ogromną nadzieję. Szczególnie wtedy, gdy życie staje się trudne, gdy pojawia się cierpienie, tęsknota czy lęk przed przyszłością.

Czasem myślę o Apostołach stojących wtedy i patrzących w niebo. Patrzyli na odchodzącego Jezusa – swojego Nauczyciela, Przyjaciela, Mistrza. Tego, z którym spędzili tyle czasu, którego słuchali, którego pokochali.

Myślę, że mogło być im bardzo smutno. Może czuli się trochę opuszczeni. Może znów pojawił się lęk i niepewność.
Przecież po ludzku łatwiej jest, gdy ukochana osoba jest obok, gdy można ją zobaczyć, usłyszeć, dotknąć.

A jednak Jezus nie zostawił ich samych.

Obiecał Ducha Świętego. Obiecał Swoją obecność. I zostawił im nadzieję większą niż smutek chwili rozstania.

Wniebowstąpienie przypomina mi, że nasze życie nie kończy się tutaj na ziemi. Że jesteśmy stworzeni do czegoś więcej. Szara codzienność, trudy, obowiązki, przemijanie – to nie wszystko co jest nam dane. Mamy dom w niebie! Mamy miejsce przygotowane nam przez samego Boga!

I chyba właśnie ta świadomość daje siłę, by iść przez życie spokojniej. Bo nawet jeśli ziemska droga bywa trudna, pełna zakrętów i bólu, to jej koniec maluje się wspaniale.

Jezus nie odszedł, żeby być daleko. Odszedł, aby utorować nam drogę do… prawdziwego Domu.


sara

do góry