WDZIĘCZNOŚĆ ZA MINIONY ROK

Piszę ten artykuł do ostatniego „dużego” numeru naszej Gazetki. Na wakacje – zgodnie z wieloletnią tradycją
– zmniejszy się jej objętość o połowę. Czy wróci we wrześniu? Coraz trudniej znaleźć na to odpowiedź. Wszelkie (papierowe, internetowe, komputerowe) koszty rosną, a ciągle najbardziej boli obojętność tak wielu naszych Czytelników…

Ale nie o tym chciałam…

Czerwiec to koniec kolejnego roku szkolonego i dlatego skłania mnie do zatrzymania się i spojrzenia wstecz. To taki czas, kiedy możemy na chwilę odłożyć codzienny pośpiech i pomyśleć o tym, co wydarzyło się przez ostatnie miesiące. A było tego naprawdę dużo.

Kiedy patrzę na mijający rok, w moim sercu rodzi się przede wszystkim wdzięczność. Za ludzi, których Bóg postawił na mojej drodze. Za wydarzenia, które przyniosły radość. Za trudności, które czegoś mnie nauczyły. I za łaski, które często dostrzegam dopiero po czasie.

Szczególnie mocno myślę o przygotowaniach do Pierwszej Komunii świętej i sakramentu bierzmowania.

To był dla mnie wyjątkowy rok. Piękny, ale jednocześnie bardzo wymagający. Były to moje pierwsze samodzielne przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii świętej i młodzieży do sakramentu bierzmowania. Nie ukrywam, że czasami towarzyszył mi lęk. Czy podołam? Czy dam radę? Czy wystarczy mi sił i umiejętności?

Były chwile zmęczenia. Były momenty, kiedy obowiązków wydawało się więcej niż czasu. Były sytuacje, które wymagały cierpliwości i pokory. Ale były też chwile piękne.

Spotkania z dziećmi i młodzieżą. Ich pytania, czasem bardzo proste, a czasem zaskakująco głębokie. Wspólna modlitwa. Rozmowy. I ten niezwykły moment, kiedy można było patrzeć, jak przyjmują sakramenty.

Patrząc dziś na ten rok, mam wrażenie, że Jezus oczekiwał ode mnie czegoś więcej niż wcześniej. Jakby zapraszał mnie do kolejnego kroku. Do większej odpowiedzialności. Do większego zaufania. I choć nie zawsze było łatwo, dziś widzę,
że przez cały ten czas prowadził mnie krok po kroku.

Nie zostawiał samej z trudnościami. Posyłał ludzi, dawał siły wtedy, gdy ich brakowało, przypominał, że to nie ja jestem najważniejsza w tym wszystkim, ale On.

Bo przecież to On dotyka ludzkich serc. To On prowadzi dzieci do Pierwszej Komunii świętej. To On umacnia młodych
ludzi w sakramencie bierzmowania. A my jesteśmy tylko narzędziami w Jego rękach.

Dlatego dziś nie chcę przede wszystkim wspominać zmęczenia ani trudności. Chcę podziękować. Za wszystko.
Za ludzi. Za doświadczenia. Za lekcje pokory. Za radości i wzruszenia. I za to, że Jezus kolejny raz pokazał mi, że jeśli zaprasza człowieka do jakiegoś zadania, to daje również siły, aby je wypełnić.

A za takie doświadczenie wdzięczność rodzi się sama.

Dziękuję też wszystkim Czytelnikom, którzy troszczą się o materialne potrzeby naszej Gazetki.



Emilia

do góry